czwartek, 26 lutego 2015

Zamiast lie in bed koszula w kolorze red.


  Kolejny wpis, kolejne zdjęcia, tym razem trochę ich więcej, bo ku mojemu zaskoczeniu wyszły naprawdę spoko. Nie wiedziałam, które wybrać więc dodaję ich dużo, a co mi tam. Tytułem wstępu, zastanawiałam się nad kierunkiem, w którym powinien pójść ten blog. Z czysto spontanicznej potrzeby robienia czegoś dla siebie, jakiejś motywacji do działania, wpadłam na pomysł, że od tego wpisu będę opisywać ubrania, które mam na sobie. Mała ta ewolucja, ale zawsze jakaś. Może kogoś to zainteresuje, może kogoś zainspiruje, w sumie to byłoby spoko, gdyby ten blog poza funkcjami, które pełni dla mnie, spełniał rownież jakąś funkcję dla kogoś innego. Nie ma co się oszukiwać, mimo tego, że nie robię tego dla jakiejś popularności, chciałabym, aby ludzie to czytali i tym samym byli inspiracją rownież dla mnie. Stąd ten pomysł. 
   Bardzo lubię koszule, nie skłamię kiedy powiem, że są moim znakiem rozpoznawczym. Jeśli ktoś z Was spotka mnie na ulicy i przypadkiem rozpozna, istnieje duże prawdopodobieństwo, że będę miała na sobie koszulę. Jest tak dlatego, że uważam je za naprawdę superuniwersalną część garderoby, a poza tym po prostu dobrze się w nich czuję. Najczęściej noszę je wciągnięte w spodnie, spódnice - całe albo tylko ich przednią część tak jak na zdjęciach poniżej. Ogólnie trochę z nimi kombinuje. Dzisiaj wybrałam czerwoną, całość jest dość elegancka, sytuacja trochę tego wymagała (szłam do teatru). Czerwonego dywanu nie było, to chociaż koszula ;) 








    


(Płaszcz - New Look, koszula - Zara, spodnie - Mango
szpilki - Baldaccini, torebka - SH, zegarek - Michael Kors, okulary - Aldo) 




  








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz